Hołdys rozmawia z Nieznalską. Dziewięć lat po Pasji.

Wprost, 13-19 grudnia 2010, Nr 51



ZBIGNIEW HOŁDYS: Co pamiętasz z procesu?
DOROTA NIEZNALSKA: Miałam poczucie, że zderzyłam się ze złem, bardzo realnym. Z agresją i bezpodstawną nienawiścią. Najgorszy moment przeżyłam, podczas drugiego procesu w 2005 roku, kiedy sędzia przesłuchiwał mnie przez około 10 godzin. Zwykle podczas rozpraw pod salą zebrani byli ludzie z LPR -u, posłowie, Młodzież Wszechpolska, demonstrowali swą nienawiść wobec mnie w taki sposób, że chcąc dojść na salę rozpraw, musiałam przechodzić w policyjnym kordonie. W sądzie były rozstawiane bramki, wejście na salę było kontrolowane. Trzeba było mieć specjalną przepustkę. Podczas każdej z takich wizyt spotykałam się z agresją, z wyzwiskami, złością, której wcześniej nie doświadczyłam.
Jak cię wyzywali?
Leciały k..., szmaty. "Czarownica" to było bardzo lightowe. Do mojego adwokata krzyczeli, że jest adwokatem diabła ...
Grożono ci śmiercią?
Grożono, ale wtedy nie mogłam o tym mówić. Policja namierzyła człowieka, który groził mi zabójstwem. Okazało się, że to katecheta. Adwokat zabronił mi o tym mówić publicznie, żeby nie nakręcać atmosfery, nie prowokować podobnych reakcji.
Kiedy zrozumiałaś, że wokół ciebie dzieje się coś niedobrego? Kiedy zauważyłaś, że będzie afera?
"Pasja" była pokazywana przez półtora miesiąca na przełomie 2001/02roku w gdańskiej galerii Wyspa. Z galerią zaczęłam współpracować jeszcze jako studentka, pracując społecznie przy organizacji wystaw. Przeważnie nie mieliśmy budżetu i opiekuna wystaw, więc siedziałam na miejscu i pilnowałam, kto wchodzi. Podczas prezentacji "Pasji" spotykałam się z różnymi reakcjami. Niektórzy nic nie mówili, niektórzy byli zaskoczeni, bardzo chcieli wiedzieć, dlaczego to zrobiłam. Nigdy nie doszło do żadnych awantur. Krótko przed zaplanowanym końcem wystawy pojawiła się recenzja w "Gazecie Wyborczej". Była wyważona - nie krytykowała, informowała, że wystawa się kończy. To wystarczyło by zainteresować lokalny oddział TVN, którego reporterzy po przybyciu na wystawę szybko nakręcili krótki reportaż i wywiad ze mną w tonie sensacyjnym. Wieczorem tego samego dnia materiał pokazany został w "Faktach". Później wszystko poszło szybko. . W poniedziałek rano odbyła się akcja LPR-owców, którzy w liczbie ok. 20 osób z dwoma posłami LPR -na czele, niespodziewanie wtargnęli do Galerii wraz z lokalnymi mediami z intencją by zniszczyć "Pasję" przed kamerami. Tyle że nie wiedzieli , że się spóźnili, bo wystawa zgodnie z planem została wcześniej zdemontowana- praca była spakowana, stała w Galerii, czekała na transport. LPR-owcy próbowali ją odpakować. Broniłam jej, zostałam porządnie poszturchana. Najbardziej mnie bolało, że moi koledzy dziennikarze, którzy w tym czasie byli świadkami tej awantury, nie byli wstanie mi pomóc, skupieni na robieniu zdjęć, dokumentacji. Po tej "wizycie" w Galerii, działacze LPR wraz z posłami na czele udali się do prokuratury złożyć doniesienie o popełnieniu przestępstwa z paragrafu 196 k.k. Cały system zawiódł, skoro mogło dojść do takiej sytuacji... To była sprawa polityczna i z cała pewnością nie chodziło o sztukę. W tamtym czasie LPR walczyła o masowe poparcie społeczne, w Gdańsku odbywały się wybory samorządowe więc moja sprawa okazała się świetnym przykładem skuteczności działania tych ludzi ,celem ataków, grą o władzę.
Bałaś się?
Najbardziej zapamiętałam pierwszą rozprawę w sądzie, byłam bardzo zablokowana, przestraszona, nieśmiała .Miałam również problem z porozumiewaniem się z moim adwokatem, który używał prawniczego języka, obcego dla mnie, i którego klientami zwykle byli kryminaliści. I to trwało, i trwało... Pierwszy proces trwał półtora roku, latem w 2003 roku sędzia wydał wyrok: Winna. Grzywna 2000 zł ,dodatkowo 6 miesięcy ograniczenia wolności polegającego na kontrolowanej nieodpłatnej pracy społecznej. Z wyrokiem nie zgodziłam się i postanowiłam apelować. Na szczęście sąd wyższej instancji stwierdził poważne uchybienia proceduralne. Między innymi takie, że z mojej strony powołany był tylko jeden świadek, z przeciwnej, oskarżającej - czternastu, to była rażąca dysproporcja. Również do rozpatrzenia sprawy nie zostali powołani rzeczoznawcy. Sędzia nakazał powtórny proces który rozpoczął się w 2005 roku, skończył w 2010. Okazało się, że obrażonych jest jeszcze więcej niż poprzednio. Przeciwko mnie zeznawało tym razem ok. 40 osób, z których żadna nie widziała "Pasji". Z mojej strony powołanych zostało ok. 14 świadków. Z powodu ilości świadków obu stron, oraz skrupulatności nowego sędziego proces trwał długo.
Od początku miałaś poczucie wagi tej sprawy?
To poczucie wywołał u mnie krytyk sztuki z Krakowa - Łukasz Guzek. Pierwszy publicznie stanął w mojej obronie, w tamtym czasie napisał długi list adresowany do mnie, bardzo podnoszący na duchu. Był osobą, która mi pomogła i zobowiązała się, że udokumentuje tą historię, twierdząc, że jest to sprawa historyczna, precedensowa. Tak powstała strona, obecnie archiwum procesu (www.nieznalska.art.pl) Posiadam sporą dokumentację tekstów, esejów, wywiadów, listów dotyczących tej sprawy- zamieszanie wokół "Pasji", ujawniło niestety krytyczny punkt, jeśli chodzi o środowisko artystyczne. Szybko okazało się, że nie jest to tylko "sprawa Nieznalskiej", ale każdego niezależnego twórcy, a walka toczy się o wolność słowa. W tamtym czasie walka ta była przegrana. Do sztuki dobrali się politycy, decydując, co jest i może być sztuką, kim jest artysta. To niedopuszczalne!
Dowiedziałaś się kiedyś, ile kosztował ten proces?
Nie. Wiedziałam tylko, że w przypadku przegranej będę musiała pokryć wszystkie koszty sądowe. Na pewno nie byłabym w stanie tego zrobić.
Skąd w ogóle wzięła się "Pasja"? Jak się pojawił jej temat?
Jeszcze w czasach studenckich centrum mojego zainteresowania stanowił człowiek, jego psychiczna i fizyczna kondycja oraz relacje społeczno- polityczne, w które wszyscy jesteśmy jakoś tam uwikłani. Przy tym wszystkim nie da się pominąć płci, relacji władzy, którą między innymi jest religia z jej systemem zaka-zów, gróźb, śmiertelnych grzechów i kar. Początek mojej twórczości, do której zalicza się "Pasja" w 2001 r. , był eksploatacją tematyki męskości, w kontekście krytycznym. Tak powstały prace: "Vitium Originis", "Potencja", "Wszechmoc rodzaj: męski" i "Pasja"- te prace wideo, instalacje z dźwiękiem fotografie ujawniają męski świat, zmaganie się z bycia za wszelką cenę męskim, z męskością poddaną presji kulturowej, demaskując często łatwość wchodzenia w pewne stereotypowe role. W tamtym czasie bardzo krytycznie przyglądałam się "męskości", "byciu męskim". To wynikało z jakichś osobistych doświadczeń? Miałaś jakieś osobiste porachunki z mężczyznami?
Z przeszłości na pewno mój ojciec był ważnym punktem odniesienia. To bardzo silna osobowość, ja z kolei byłam bardzo nieśmiałym dzieckiem. Myślę, że prace dotyczące męskości, dominacji, były próbą odreagowania sytuacji zapamiętanej z dzieciństwa.
Kim jest twój ojciec?
Artystą fotografem. Kiedy byłam dzieckiem, ojciec w tym czasie miał chyba najlepszy okres w życiu, bardzo zaangażował się w ruch "Solidarność", tzn. był osobą dokumentującą jej początki, historię. Brał udział w rożnych akcjach często z narażeniem życia, by zrobić odpowiednie zdjęcie. Teraz ma jedną z największych dokumentacji w Polsce dotyczących "Solidarności".
Tata dominował w domu? To była przemoc fizyczna?
Ojciec, jak go pamiętam był bardzo silną osobowością, dominującą, podporządkowującą sobie otoczenie, dla dziecka taki typ osobowości jest raczej utrapieniem ,słabszego łatwiej zdominować. Dość wcześnie jednak straciłam kontakt z ojcem, w swoim dorosłym życiu nie widujemy się w ogóle.
Bałaś się ojca?
Ojej, tak.
A reszta rodziny? Jak na to reagowali?
Rodzina ze strony mojej matki jest bardzo wierząca. Dlatego wiele lat temu ,ja i mój starszy brat zostaliśmy trochę na siłę- ochrzczeni w wieku ok. 14 lat! Jednak już dawno, świadomie wybrałam ateizm. Wcześniej obserwowałam swoją dalszą wierzącą rodzinę i zupełnie mi nie pasowało, że ci ludzie, którzy na co dzień chodzą do kościoła, wyznają miłość bliźniego, w domu wobec siebie zachowują się skrajnie zupełnie inaczej. Te prywatne obserwacje społeczne w przyszłości wielokrotnie wykorzystywałam do tematu moich prac min. "Absolucja" ( praca dyplomowa), "Modus Operandi", czy seria fotograficzna- właściciel z suką : bez tytułu 1999
Co teraz stanie się z "Pasją"? Czy możesz wystawić ją po raz drugi?
W 2010 r. decyzją sądu, po ośmiu latach dochodzenia zostałam uniewinniona prawomocnie. Instalacja "Pasja", która w czasie trwania procesu była "zaaresztowana", jako dowód w sprawie, została uwolniona. Obecnie jest w moim posiadaniu. Jeśli dostanę konkretną propozycję wystawienniczą, nie zawaham się, chętnie ją pokażę. Moim marzeniem jest, aby ta praca na stałe znalazła się w jakieś instytucji publicznej. Kiedyś korespondowałam z Piotrem Piotrowskim, wtedy dyrektorem Muzeum Narodowego w Warszawie, on deklarował, że chciał by "Pasję" kupić, niestety nie miał wtedy na to budżetu. Swego czasu była propozycja, by "Pasja" wyjechała za granicę i tam była sprzedana, jednak nie zgodziłam się na to, chcę , by została w Polsce. "Naziści" Uklańskiego najpierw wywołali wielki skandal, a później zostali sprzedani za ogromne pieniądze. Nie miałaś kiedyś ochoty zagrać ludziom na nosie i sprzedać "Pasję"?
Tak, miałam propozycję zakupienia pracy do Kulczyk Collection w Poznaniu, jednak w tym czasie proces karny był w toku i sprzedaż "dowodu w sprawie" była niemożliwa pod groźbą kary.
A z czego dziś żyjesz? Zarabiasz tyle, żeby móc sobie kupić samochód?
Ja jeżdżę rowerem (śmiech). W tym roku moja sytuacja materialna znacznie się poprawiła. Zaczęłam dostawać propozycje realizacji projektów, wystaw w kraju i za granicą, sprzedałam kilka prac fotograficznych, wideo, przygotowuję się do obszernej wystawy indywidualnej, pierwszej po 10 latach milczenia, w oficjalnej instytucji -Gdańskiej Galerii Miejskiej, która zaplanowana jest na wrzesień 2011r. To wszystko zdarzyło się w tym roku po oficjalnym uniewinnieniu mnie z zarzutów, wcześniej właściwie walczyłam o przetrwanie Jako artystka wystawiałam prawie wyłącznie za granicą, w Polsce jedynie w prywatnych galeriach. Nie dostałam w tym czasie żadnego instytucjonalnego wsparcia, twórczo odżyłam na stypendium pobytowym w 2005 roku dzięki zaproszeniu od Kunstforum Ostdeutsche Galerie w Regensburgu w Niemczech. Jednak w Polsce w Gdańsku istniał cały czas opór w stosunku do moich zamierzeń twórczych.
I z czego wtedy żyłaś?
Zazwyczaj pracowałam fizycznie, byle zarobić na życie, w tym czasie bardzo pomagał mi starszy brat, który całkowicie akceptował moje artystyczne pomysły. Często też pracowałam u brata, w firmie jako magazynier.
Z perspektywy czasu widzisz cokolwiek pozytywnego w tej aferze z "Pasją"? Dała ci cokolwiek wartościowego?
No wiesz, ta historia mnie zbudowała. Spowodowała, że mimo wszystko chciałam iść do przodu. W tamtym czasie jak pamiętam, świeżo po szkole, byłam bar-dzo naiwna. Trwający osiem lat proces, który przeszłam, to spore życiowe doświadczenie, pozbawiające złudzeń, jeśli chodzi o naturę ludzką. Była to również wyjątkowa okazja do obserwowania medialnej machiny, w którą z konieczności zostałam wkręcona, a która była i jest największym sprawcą skandali i afer. Społeczny zasięg procesu w tamtym czasie był porażający bo ujawnił sposób myślenia wielu ludzi tym samym nie dopuszczał innych twórców do swobodnej wypowiedzi. Oficjalne instytucje kultury były terroryzowane naciskami społecznymi w imię obrony moralności. Tak skrajnie przejawiała się nietolerancja w Polsce. Mam nadzieję, że ten czas już nie wróci.

Powrót do strony Bibliografia